— Witaj, drogi książę, witaj w Cukierkowie!

Klara zdziwiła się bardzo, usłyszawszy, że ten elegancki pan nazywa Dziadka do Orzechów księciem. Nie miała jednak czasu zastanawiać się nad tym, bo usłyszała nagle tyle cienkich zmieszanych głosików, taki radosny zgiełk i wybuchy śmiechu, że natychmiast zwróciła się do Dziadka do Orzechów z zapytaniem, co by to mogło oznaczać.

— To nic szczególnego, najdroższa panno Klaro — odparł Dziadek. — W Cukierkowie mieszkają sami weseli ludzie; tutaj co dzień rozbrzmiewa tyle śmiechu! Ale chodźmy dalej, jeśli pani pozwoli.

Już po kilku krokach doszli do rynku, który był równie niezwykły. Wszystkie domy wokoło wykonane były z ażurowego cukru i ozdobione licznymi galeryjkami. Pośrodku placu stał wysoki, cukrem polany sękacz, a dokoła niego cztery piękne fontanny tryskały w powietrze orszadą5, limoniadą i innymi słodkimi i odświeżającymi napojami. W sadzawce zbierał się najczystszy krem, który napraszał się, by go zjeść.

Ale najpiękniejsi byli maleńcy ludzie, którzy tłumnie zebrali się na placu, wydając radosne okrzyki; śmieli się, żartowali, śpiewali i czynili właśnie ten hałas, który już z daleka zastanowił Klarę. Cisnęli się tam pięknie przybrani panowie, wystrojone panie, oficerowie i żołnierze, urzędnicy, pasterze, błazny, słowem — wszyscy ludzie, jakich spotkać można na ziemi.

Na jednym rogu ruch się zwiększył nagle, po czym tłum rozstąpił się na dwie strony, bo właśnie ukazał się Król Cukru, niesiony w lektyce. Za nim postępowało dziewięćdziesięciu trzech dygnitarzy i siedmiuset niewolników. W tej samej chwili zza drugiego rogu placu wysunął się uroczysty pochód cechu rybaków, składający się z pięciuset ludzi.

Powstał ścisk, tumult i zgiełk nie do opisania. Dały się słyszeć zrozpaczone głosy, bo jeden z rybaków strącił w tłumie głowę jakiemuś księciu, a jeden z hrabiów omal nie został przewrócony przez pędzącego pajaca. Hałas stawał się coraz głośniejszy, a tu i ówdzie zaczynano już bić się i popychać, gdy nagle ów pan w brokatowym szlafroku, który w bramie nazwał Dziadka do Orzechów księciem, wdrapał się na sam szczyt sękacza, po trzykroć uderzył w przeraźliwie dźwięczące dzwony i po trzykroć głośno zawołał:

— Cukierniku, Cukierniku, Cukierniku!

Tłum uspokoił się natychmiast i każdy starał się wrócić do porządku. Zmieszane pochody zrównały się znowu. Hrabiemu oczyszczono zabłocone ubranie, księciu nasadzono strąconą głowę i znowu rozległ się chór zmieszanych i radosnych głosów.

— Co to znaczy: „Cukierniku”? — zapytała Klara.