Panna de Scudéry zaciekawiona, czego się znowu dowie o tej sprawie, zawołała niecierpliwie:
— Oliwier Brusson? Ten najnieszczęśliwszy ze wszystkich ludzi? Co pan wiesz o nim?
— Słusznie zatem przypuszczałem — rzekł Miossens z uśmiechem — że imię człowieka, którym się tak gorliwie opiekujesz, wystarczy, aby mi zapewnić posłuch. Cały świat jest przekonany o winie Oliwiera. Wiem o tym, że pani masz w tej sprawie inne zdanie, które oczywiście, jak słusznie twierdzą, może się opierać tylko na wyznaniach obwinionego. Dla mnie sprawa przedstawia się inaczej. Nikt nie może być silniej ode mnie przekonany o tym, że Oliwier Brusson nie jest winny śmierci Cardillaca.
— Mów pan, mów! — zakrzyknęła panna de Scudéry z oczyma błyszczącymi radością.
— Ja — mówił Miossens z naciskiem — ja sam byłem tym, który położył trupem starego złotnika na ulicy Saint-Honoré niedaleko od domu pani.
— Na miłość Boga! Pan! Pan?! — wołała panna de Scudéry.
— I przysięgam pani, że jestem dumny z mojego czynu — ciągnął dalej Miossens. — Czy pani uwierzy, że Cardillac był jednym z najniegodziwszych, najpodstępniejszych zbrodniarzy, że to on mordował skrycie i rabował w nocy na ulicach i tak długo umiał ujść wszelkim zasadzkom! Nie wiem, w jaki sposób, ale nagle obudziło się we mnie podejrzenie przeciwko temu staremu niegodziwcowi, gdy zobaczyłem zakłopotanie i niepokój jego przy oddawaniu zamówionego przeze mnie klejnotu. Podejrzenie wzmocniło się jeszcze, skoro się dowiedziałem, jak gorliwie i chytrze badał mojego służącego, dla kogo podarunek jest przeznaczony i kiedy go według wszelkiego prawdopodobieństwa odniosę pewnej damie. Już dawniej zwróciłem na to uwagę, że wszystkie nieszczęśliwe ofiary ohydnej żądzy odnosiły zupełnie podobne rany. Byłem pewny, że morderca wyćwiczył się w tym uderzeniu, które natychmiast uśmiercało, i liczył stanowczo na jego skutek. Gdyby kiedyś chybił, musiałaby się wywiązać walka, równa z obu stron. Z tego powodu przedsięwziąłem pewne środki ostrożności, nadzwyczaj proste. Dziwię się tylko, że inni nie pomyśleli o nich i nie zabezpieczyli się w ten sposób przed zbrodniczymi zamachami. Zacząłem nosić niezbyt ciężki napierśnik druciany pod kamizelką. Cardillac napadł na mnie z tyłu. Schwycił mnie z siłą olbrzyma, ale cios, zwykle niezawodny, tym razem ześliznął się po żelazie. W tej samej chwili wyswobodziłem się z jego uścisku i wbiłem mu sztylet w piersi.
— I milczałeś pan? — zawołała panna de Scudéry. — Nie doniosłeś trybunałowi o tym, co się stało?
— Ośmielę się zauważyć, zacna pani — mówił dalej Miossens — że doniesienie takie, jeżeli już nie o zgubę, to w każdym razie przyprawiłoby mnie o nieprzyjemności i uwikłało w najohydniejszy proces. Czyż la Regnie, wietrzący wszędzie występek, byłby uwierzył moim słowom, gdybym oskarżył o straszny mord zacnego Cardillaca, wzór wszelkiej pobożności i cnoty? Kto wie, czy karzący miecz sprawiedliwości nie zwróciłby swego ostrza przeciwko mnie samemu?
— To przecież niemożliwe — zawołała panna de Scudéry — pańskie pochodzenie... stanowisko...