— Wyjechałem dziś rano z Chelmsfordu — rzekł Comstock Bell. — Darowano mi karę na skutek starań francuskiej policji, było to dzieło Lecomte’a, i udałem się wprost do Southend69, gdzie moja żona urządziła sobie walną kwaterę.

Gold okazał zdumioną minę, zaczem70 Comstock Bell udzielił mu w dalszym ciągu zwięzłego wyjaśnienia.

— Kiedy powziąłem postanowienie poniesienia dobrowolnej ekspiacji71 zbrodni, o którą zostałem oskarżony, rozglądałem się za osobą, której mógłbym bezwzględnie zaufać. Postanowiłem się ożenić. Plan mój polegał na zatajeniu mojego pobytu w więzieniu. W tym celu zakupiłem niewielki holownik, który kazałem odpowiednio urządzić. Celem moim było, aby mój agent mógł swobodnie i niezauważony odbywać drogę do i z Londynu. Było mi to potrzebne z wielu przyczyn. W dniu, w którym opuściłem Anglię, aby oddać się spędzeniu miesiąca miodowego, pożeglowałem nie dalej jak do Boulogne72. Holownik zawrócił ze mną z powrotem do jednego z portów angielskich, skąd wraz z żoną udaliśmy się koleją do Londynu. W tymże dniu oddałem się w ręce władzy. Pech chciał, że widziano moją żonę w domu. Była tam, aby odszukać pieczątkę, którą przez zapomnienie zostawiłem w domu.

— Teraz rozumiem — rzekł Gold.

Przez jego umysł przemknęło się wspomnienie tajemniczego pojawienia się Verity Bell.

— Datę wypuszczenia na wolność dałem znać mojej żonie — ciągnął Comstock Bell — i umówiliśmy się, że będzie czekać w Southend. Wiedziałeś o tym, że ona tam była, nieprawdaż?

Gold skinął głową.

— Wiedziałem o tym. Nie wiedziałem tylko, że to jej walna kwatera.

— Ku mojemu zdziwieniu — rzekł Comstock Bell — nie zastałem jej. Natomiast zastałem tam twój telegram wzywający ją do domku na drodze do Cambridge.

— Pozostaje tylko jedna rzecz do zrobienia — rzekł Gold. — Możesz najspokojniej resztę pozostawić policji londyńskiej; my zaś udamy się do twojego holownika, gdyż być może, że twoja żona w międzyczasie tam już się znajduje.