Zawieszony na pułapie był stalowy łańcuch, u którego końca wisiała rączka. Pociągnął ją na dół i brama u drugiego końca budy otworzyła się szeroko, ukazując ciemne wody rzeki.

— Wchodźcie — rzekł. Wskazał na drabinkę opartą o ścianę i Brown, przytwierdziwszy ją do łodzi, wspiął się pierwszy. Helder zwrócił się do dziewczyny.

— Nie pójdę — rzekła stanowczo. — Rób pan co się panu podoba, ja nie pójdę. Czy nie wystarczy panu to, co pan już ze mną zrobił?

— Uważam, że pani pójdzie, pani Comstock Bell — rzekł z namysłem. — Nie mam ochoty spotkać się z pani małżonkiem w więzieniu chelmsfordzkim.

Pobladła aż do warg i cofnęła się wstecz76. Helder zaśmiał się.

— Tak, ten wasz sekret był bardzo dobrze zachowany i dotychczas ja jestem jedyną żyjącą osobą w Anglii, prócz pani, która sekret ten zna. Uważam, że jakkolwiek rzecz ta się przedstawia, pani małżonek jest nieco przeczulony. W każdym razie zaoszczędzi pani i mnie, i sobie wiele przykrości, jeżeli pani nie będzie dalej upierać się przy swoim kaprysie.

— Mój mąż jest niewinny — rzekła dziewczyna z naciskiem — on cierpi za cudzą winę.

Helder skłonił się z grzecznością.

— Przeważnie mieszkańcy więzień są ludźmi niewinnymi. W ogóle cierpią za obrazę dokonaną przez bliźnich — odparł. — Wejdź pani! — mówił tonem rozkazującym, brutalnym. — Wejdź pani — powtórzył ostro. — Pani jest mi potrzebna, konieczna i zabiorę panią ze sobą, jeślibym nawet... — nie dokończył.

Wiedziała, że opór jest daremny. Nie rozumiała i nie mogła sobie tego wytłumaczyć, w jaki sposób Helder odkrył tajemnicę, której strzeżeniu poświęciła całą swoją uwagę. Obawiała się, że nieposłuszeństwo w obecnej chwili pociągnie za sobą wyjawienie tajemnicy Comstocka Bella.