— Nie ma się pani czego obawiać — odpowiedział śmiejąc się — pani jest zbyt drogocennym nabytkiem, abym miał panią skrzywdzić. Sądzę, że Comstock Bell ładnie zapłaci za panią.

Mówiąc to, posuwał się do niej bokiem, po czym, bez żadnego słowa, przyskoczył do niej i chwycił ją w swe ramiona. Wydała przeraźliwy krzyk, tak iż wśród ciszy nocnej zdało się, jakoby zbudziła wszystko, co ruszało się na całej przestrzeni sennej rzeki.

— Cicho! — zawył z wściekłością.

— Puść mnie pan! — krzyczała.

— Przyrzeknie mi pani, że nie będzie pani więcej robiła wrzasków? — spytał.

— Puść mnie pan! — powtórzyła.

Puścił ją i wrócił w głąb kabiny.

— Proszę tu wejść — rozkazał.

— Zaświeć pan lampę — odrzekła.

Przycisnął guziczek i zabłysło znów światło. Ona nie ruszała się z miejsca, poza obrotem głowy. Wyprostowała nagle ciało.