Potrząsnęła głową.

— Nic... nic — spiesznie odpowiedziała.

— Chciała pani powiedzieć, że pani jest sama na tym świecie — rzekł Comstock Bell, ujmując jej rękę w swoją — a jednak — z uśmiechem ciągnął — i ja nie jestem w lepszym położeniu.

Zrobił przerwę.

— Jesteśmy małżeństwem, wie pani — dodał.

W jej oczach odmalowała się wielka przykrość.

— Wiem o tym — odpowiedziała — wolałabym jakoś, by pan o tym nie mówił. Należy jednak zastanowić się nad tym.

Kiwnął głową, czekając dalszych wynurzeń.

— Widzi pan — ciągnęła, opierając głowę na dłoni — gdyby to było w powieści, winni byśmy żyć nader szczęśliwie, czego życzyłabym sobie z całego serca. Ale tak niestety nie jest. Mnie nie wolno niszczyć pańskiego życia...

— Ani mnie życia pani — przerwał.