— O mnie mniejsza — odpowiedziała z lekkim uśmiechem — moje życie byłoby w każdym razie zniweczone, gdybym panu odmówiła pomocy... a mogło się stać tylko tak, jak się stało. Widzi pan... — Wahała się. — Kiedy pan mówił mi o pańskich planach i o historii szaleńczego Klubu Zbrodniarzy... domyśliłam się.
— Czego?
— Że Willetts jest moim wujem. — Spojrzała nań z powagą. — Maple jest moim nazwiskiem, a wuj Tomasz przybrał sobie to nazwisko... z wielu powodów.
Nastąpiło dłuższe milczenie.
— Nie możemy tak dalej żyć — podjęła Verity znowu. — Małżeństwo, które zawarliśmy ze sobą, nie jest moralnie obowiązujące... Ja jestem bowiem kobietą zdolną do kochania... żaden majątek ani zaszczyty nie zastąpią mi tego... Przypuśćmy, że kiedyś pokochałabym kogoś...
Spuściła powieki.
— Przewidziałem to już — łagodnie zauważył. — Jestem przekonany, że pani pokocha kogoś... i tym kimś będę ja...
*
Motorówka Heldera borykała się z burzą. Helder stał przy sterniku. Tiger Brown leżał na wznak w małej dolnej kabinie.
— Czy nie moglibyśmy zawinąć gdzieś do małego portu i przeczekać burzę? — zapytał Heldera sternik.