Z tą uwagą przeszedł do sypialni i położył się na parę godzin, aby powetować sobie nieprzespaną noc.

Zbudził go służący o piątej godzinie po południu, przynosząc mu telegram. Redakcja dziennika komunikowała mu:

„Widzenie urządzone: pański Rosjanin jest w Chelmsford Gaol60. Proszę przyjść do biura po rozkaz ministerstwa”.

Jacksona nie było, lecz wydawca przyjął go i wręczył mu upoważnienie, prosząc go, aby usiadł.

— Nie jestem z natury ciekawy — rzekł wydawca — lecz mimowolnie zastanawiam się, co pana skłania do złożenia wizyty temu więźniowi. Czy pan uważa, że zachodzi związek między Comstockiem Bellem a tymi fałszerstwami na wielką skalę?

Helder z powagą skinął głową.

— Tak jest — rzekł.

W paru słowach opowiedział historię Klubu Zbrodniarzy i udział Comstocka Bella w owym klubie.

— Hm — zauważył wydawca, gdy Helder skończył — słyszałem o tym. Była to całkiem przeciętna mania wariacka. Widziałem już takie rzeczy u młodzieży, czasem nawet gorsze. Pan mówi, że Bell zdradził tego swojego kolegę Willettsa?

— Jestem i o tym przekonany — rzekł tamten. — Willettsa z rozmysłem i zdradziecko oddał Bell w ręce policji dla ocalenia swojej własnej skóry.