— Co pan sądzi o jego obecnym zniknięciu? — spytał wydawca, patrząc nań bystrym wzrokiem.
Helder zawahał się. Mimo iż o tej sprawie wciąż myślał, wprost dniem i nocą, w ciągu całych miesięcy o niczym innym nie myślał jak tylko o tym — rzecz ciekawa, że nie mógł sformułować żadnego schematu, który by rzucał pewne ściśle określone podejrzenie na Bella. Łatwo było robić aluzje do zamknięcia Amerykanina i przy tym kiwać głową znacząco, by w ten sposób dać do zrozumienia, że zachodzi związek między Bellem a nieznanymi zbrodniarzami. Inna rzecz jednak podać dokładne fakty i daty.
— Nie mogę teraz powiedzieć — rzekł. — Osobiste moje zdanie jest, że ożenił się z tą dziewczyną dlatego, że potrzebował narzędzia, które nie zdradziłoby go w razie wykrycia. Sądzę, że w obecnej chwili pracuje nad dokonaniem ostatecznej, rozpaczliwej próby.
— Wybacz pan — przerwał mu wydawca — ale wszak wiadomo, że Comstock Bell jest bardzo bogaty.
Wydawca był praktycznym, trzeźwo na rzeczy zapatrującym się człowiekiem, bez cienia romantyczności w usposobieniu, zdrowo umiejącym ocenić wszelkie możliwości.
— Nie tylko, że był przedtem bogaty, ale obecnie jest jeszcze bogatszy.
— Obecnie? — zdziwił się Helder.
Wydawca potwierdził ruchem głowy.
— Tak jest. Jego matka, która w ostatnich czasach była cierpiąca, zmarła w ubiegłym tygodniu. Była o tym wzmianka w wielu pismach. Zostawiła mu po sobie cały majątek. Był już przedtem bogaczem; obecnie jest co najmniej milionerem. Byłoby to dziwne zajęcie — dodał — niczym nieuzasadnione.
— Nieuzasadnione było też to niezwykłe małżeństwo — podchwycił Helder.