— Małżeństwo jest zawsze uzasadnione — zwięźle poświadczył wydawca. — Gdybyśmy mieli szukać racjonalnej przyczyny, dlaczego A ożenił się z B, musieliśmy zapełnić nasz dziennik większą ilością tajemnic w ciągu jednego dnia, aniżeli zmieściłoby się w przeciętnym numerze w ciągu całego roku. Powtarzam, że nie ma żadnego motywu, żadnej przyczyny w świecie, która by skłoniła Comstocka Bella do wdawania się w fałszerstwa. Jednakże — uśmiechnął się, wyciągając doń rękę — pański Rosjanin może panu coś opowie. Do widzenia.

Helder spędził wieczór w teatrze. Wcześnie rano pojechał pociągiem do Chelmsfordu. O godzinie dziewiątej zajechał taksówką pod ponury gmach i został zameldowany w biurze dyrektora.

Pułkownik Speyer, o szpakowatej brodzie, przyjął go.

— Chce pan widzieć się z naszym Rosjaninem? — rzekł. — O tak, to jest jedyny Rosjanin, którego mamy u nas i mamy z nim pewien kłopot. Widzi pan, nikt nie zna jego języka i jesteśmy zmuszeni angażować kogoś na dwa lub trzy razy w tygodniu, aby dowiedzieć się, czy mu czegoś nie potrzeba i tłumaczyć mu przepisy więzienne.

— Proszę mi wybaczyć — powiedział Helder, podczas gdy dyrektor wyprowadzał go z biura — jak to się stało, że tego człowieka umieszczono w takim Chelmsfordzie? Takie więzienia są wszak przeznaczone specjalnie dla miejscowych delikwentów.

— Mamy tu wszelkiego gatunku ludzi — odparł. — Jest to jedno z więzień, w których długoletni więźniowie odbywają służbę poprawczą, zanim zostają przenoszeni do Portland lub Dartmoor. Mamy tu różnych drabów. Może skoro pan ukończy swoje widzenie się z tym człowiekiem... a propos, czy pan mówi po rosyjsku? — przerwał sam sobie.

Helder potwierdził, a dyrektor spojrzał nań z niedowierzaniem.

— Uważam, że ktoś winien być przy tym, kto pana rozumie — zauważył, rzucając okiem na rozkaz ministerialny — lecz mogę panu zaufać, że pan nie popełni nic sprzeciwiającego się przepisom — i podał mu zwięźle tematy, na które jest wzbronione zadawać pytania i odpowiadać.

Zaprowadził Heldera do pustego pokoju, w którym znajdował się tylko długi stół z deski, wyszorowany do oślepiającej białości. W parę chwil potem Rosjanin wszedł do pokoju. Ubrany był w przykry, kurzawy uniform aresztancki, a jego małe oczka strzeliły radośnie, gdy ujrzał swojego byłego pracodawcę przed sobą.

Usiadł przy jednym końcu stołu, a Helder przy drugim, zaś między nimi dwaj dozorcy, ludzie o obojętnej minie, pozornie znudzeni.