Pani Granger Collak jak gdyby zapomniała o jego obecności. Wyjęła z otwartej torebki banknot i wręczyła go Goldowi.

— Oto jeden z tych banknotów, których pan poszukuje, a który znalazłam u siebie. Czy dobry?

Gold wziął banknot i oglądnął go ze znawstwem na wszystkie strony.

— Mocno żałuję, że muszę zaprzeczyć — odpowiedział — jednakże jestem gotów zwrócić pani pełną nominalną wartość.

Starał się mówić zwykłym głosem, jednak głos jego drżał ze wzruszenia.

Helder, patrząc na niego, zatrwożył się jeszcze silniej. Odgadywał raczej, nie mając całkowitej pewności, że był to jeden z banknotów, które puścił w obieg, nie zdawał sobie jednak sprawy z różnicy, która zachodzić mogła między prawdziwymi sztukami a jego falsyfikatami. Puścił takich not dwa tysiące w obieg. Znał Golda dostatecznie, by nie łudzić się, że ten wyjawi mu sekret. Myśl ta zaprzątała jego umysł do tego stopnia, że odeszła go ochota dalszej wymiany słów z panią Granger Collak. Wstał z miejsca i sięgnął po rękawiczki i kapelusz.

— Pomówimy jeszcze innym razem w tej sprawie, panie Gold — rzekł.

Detektyw skłonił mu się ozięble. W jego oczach błyszczało zadowolenie. Helder nie widział go jeszcze w tak dobrym usposobieniu.

— Do widzenia, mistress Granger Collak — zwrócił się do niej Helder, podając jej rękę.

Uśmiechnęła się doń drwiąco i udawała, że nie widzi jego wyciągniętej dłoni.