Dick był wściekły na Oswalda, że pozwolił mu spać przez całą noc, nie widział połowu ryb, a zwłaszcza beczki z wodą.
— Śpiesz się, Dicku, a zobaczysz, jak się wyładowuje ryby.
Wychodząc z kabiny, usłyszeliśmy obce głosy, a wśród nich i głos tego wstrętnego strażnika.
— Nie żal wam snu, Stokes? — pytał stary marynarz.
— Nie żal mi niczego.
— A może byście chcieli z pół tuzina makreli? — rzekł Benenden.
— Dziękuję, nie jadam ryb.
— Czy przyszliście zobaczyć, jak będziemy wyładowywać ryby?
— Zbyteczna ciekawość.
Czekali bardzo długo. Wreszcie podjechał wózek, na który zaczęto ładować ryby. Benenden i pomocnik ładowali bardzo powoli i bardzo umiejętnie, tak żeby nie naruszyć kupki ryb zakrywających beczułkę.