Strażnik zniecierpliwił się.
— Śpieszcie się i nie ukrywajcie prawdy! Musi wyjść na jaw. Już nas powiadomiono o wszystkim.
Stary marynarz, Benenden i rudy chłopak zrobili zdumione miny.
— O czym to, jeżeli można wiedzieć, powiadomiono was?
— Ano, że przemycacie wódkę. Czuję z tego miejsca.
Oswald wraz z Dickiem podeszli bliżej. Rzeczywiście czuć było ostry zapach alkoholu i brązowa beczka wyjrzała spośród ryb.
— Otóż i ona! — zawołał strażnik. — Proszę opuścić łódź.
Wysiedliśmy, a stary marynarz, wzruszając ramionami, wyjął ostatnie ryby, a następnie beczkę.
— To jest ta beczka — rzekł jeden ze strażników — a gdzie reszta?
— Nie mamy nic więcej! — rzekł Benenden. — Jesteśmy biedni ludzie, musieliśmy postąpić według umowy.