— Dobrze, dobrze — odezwał się strażnik, któremu zamierzaliśmy zrobić „kawał” — musimy zrewidować całą łódź.
Zrozumiałem, że nasza załoga była przygotowana na podobne zajście. Zebrało się jeszcze więcej strażników, zdaje mi się, że miano nas zaprowadzić do domku straży.
Ale Dick miał już wszystkiego po uszy! On nie ma awanturniczego usposobienia, a morska choroba wpłynęła nań bardzo ujemnie.
Rzekł przeto:
— W tej beczce jest tylko woda.
Oswald miał ochotę zabić swojego brata!
— Aha — odpowiedział antypatyczny strażnik — myślicie, że nie mam nosa?
— A więc, proszę otworzyć i przekonać się — mówił Dick niebaczny na ostrzegawcze znaki Oswalda — tam jest woda.
— I ja mam uwierzyć, że jeździliście tak daleko po... czystą wodę? Nie macie tutaj dosyć wody?
— Ale to jest woda, woda francuska — wołał Dick wściekłym głosem — ta woda należy do mnie i do mojego brata. Prosiliśmy tych rybaków, ażeby ją nam przewieźli.