— Nie! To nie ty. — A po chwili: — Nie ukarzę winnego. Niech wstanie.
Crossi wstał i płacząc tak mówił:
— Szturchali mnie, prześmiewali... straciłem głowę... rzuciłem...
— Siądź — rzekł nauczyciel. — Niech wstaną ci, którzy go doprowadzili do gniewu.
Wstało czterech z pochyloną głową.
— Znieważyliście — mówił nauczyciel — kolegę, który z wami nie szukał zaczepki, wyśmiewaliście się z nieszczęśliwego, prześladowaliście kalekę, który się nie mógł obronić. Spełniliście jeden z najnikczemniejszych, najhaniebniejszych czynów, jakim się człowiek zmazać24 może. Podli!
To powiedziawszy wszedł między ławki, podłożył rękę pod brodę Garronego, który stał z głową schyloną, a podniósłszy mu twarz spojrzał w oczy jego i rzekł:
— Szlachetna dusza w tobie!
Garrone, pomilczawszy chwilę, zamruczał coś niewyraźnie na ucho nauczycielowi, a ten odwrócił się do czterech winowajców i rzekł nagle:
— Przebaczam wam!