Był tak zdolny, że w trzy miesiące nauczył się czytać i pisać, książek nie można mu było nastarczyć, a im więcej się uczył, tym stawał się łagodniejszy, lepszy i tym mocniej żałował występku swojego. Pewnego dnia, po skończeniu lekcji, dał znak nauczycielowi, żeby się do okienka zbliżył, i oznajmił mu ze smutkiem, że jutro będzie wywieziony do Wenecji, aby odbyć resztę kary w tamtejszym więzieniu, i żegnając go prosił pokornym, wzruszonym głosem, aby mógł dotknąć jego ręki. Nauczyciel rękę wyciągnął, więzień ucałował ją, po czym rzekł: „Dziękuję! Dziękuję!” — i zniknął w swej celce. Ręka nauczyciela była od łez więźnia mokra. I już go nauczyciel nie widział więcej.
Ubiegło lat sześć.
— Już zapomniałem o tym nieszczęśliwym — mówił nauczyciel — kiedy wczoraj z rana spotkałem się oko w oko przed samym moim progiem z jakimś nieznajomym, licho odzianym, z dużą, czarną, nieco już szpakowatą brodą, który rzekł:
— Czy to pan jest tym a tym nauczycielem?
A ja na to:
— Któż wy jesteście?
— Ja jestem więzień 78 numer — odrzekł. — Pan mnie przed sześciu laty nauczył pisać i czytać. Może pan pamięta, jak pan do mnie rękę na ostatniej lekcji wyciągnął. Odsiedziałem karę i teraz jestem tutaj i przyszedłem prosić, żeby pan przyjął ode mnie tę małą pamiątkę... drobnostkę, którą zrobiłem w więzieniu... Niech mi pan nie odmawia, panie nauczycielu!
Oniemiałem na to ze zdumienia. A on myśląc, że przyjąć pracy jego nie chcę, popatrzył na mnie ze smutkiem, właśnie jakby mówił: „Sześć lat cierpienia, męki i nie zdołały rąk moich oczyścić?” A tyle było w oczach jego bólu, żem natychmiast rękę wyciągnął i dar jego przyjął. Oto on...
Spojrzeliśmy na kałamarz. Zdawał się być wyrzeźbiony ostrzem gwoździa z nadzwyczajną cierpliwością i wytrwałym trudem. Rzeźba przedstawiała pióro leżące na kajecie91, a dokoła taki był napis:
„Mojemu nauczycielowi. Pamiątka numeru 78 — sześć lat”. A pod spodem drobnymi literkami: „Praca i nadzieja”.