I oto Franti buch o ziemię, a Stardi na nim, kopie go, łbem bodzie jak baran, a kuje po nim pięścią, jakby młotem.

Jakaś kobieta woła z okna:

— Brawo, mały!

A inne:

— On broni swojej siostry.

A jeszcze inne:

— Bij! Nie daruj! A zdzielże go tęgo!

A do Frantiego:

— Na mniejszych się rzuca! Tchórz! Podły!

A wtem Franti się zerwał, podstawił nogę, Stardi padł, a ten dopieroż po nim!