Natychmiast jednak chwyciła go za rękę.
— Nie! Nie! Zostań tutaj...
I zostali tak wstrzymując oddech. Ale nie było słychać nic, tylko krople spadającej wody.
Wtem dreszcz przeszył serce obojga. I babce, i wnukowi wydało się, że podłoga w stancyjce skrzypnęła pod czyimiś krokami.
— Kto tam? — zapytał chłopiec z trudnością odzyskując oddech.
Nikt nie odpowiedział.
— Kto tam? — powtórzył Ferruccio na wpół zmartwiały z przestrachu.
Zaledwie wszakże słowa te wymówił, kiedy oboje z babką wydali okrzyk przerażenia. Dwóch ludzi wpadło do izby, jeden pochwycił chłopca i usta mu ręką zatknął, drugi zaś gardło staruszce zacisnął. Pierwszy rzekł:
— Ani piśnij, jeśli ci życie miłe!
A drugi: