Pochylił się chłopak nieco ku niemu i osłoniwszy ręką usta z jednej strony, żeby głos łatwiej szedł, odpowiedział:
— Dwóch ludzi konnych na wielkim gościńcu.
— Daleko?
— Będzie z pół mili.
— Ruszają się?
— Nie. Stoją.
— I co jeszcze widzisz? — zapytał oficer po chwili milczenia.
— Patrz teraz w prawo!
Chłopiec odwrócił się w prawo, po czym rzekł:
— Niedaleko cmentarza, pomiędzy drzewami coś błyszczy... Coś jakby bagnety...