Kabaret szalony1

Noc była. Od Michalika2 bram

wyleciał zgiełk — ciosów huk.

Pociski krzyków walą w dźwierze3

aż pękły: w mroku tam

korowód dziwny, zadrżał bruk —

na przedzie koń, chimera-zwierzę,

z kopyta rwie centaur skrzydlony;

długimi ściga go ramiony4

szkielet człowieka.