i mkną w przestrzenie
blade, wciąż bledsze,
aż wiatru tchnienie
w nicość je zetrze.
W tłumie się rusza
widmo kontusza22.
Krzyknął: drużyno!
«Stań tu waszmość za koleją!»23 —
Księżyca strugi
w gęby się leją,
i mkną w przestrzenie
blade, wciąż bledsze,
aż wiatru tchnienie
w nicość je zetrze.
W tłumie się rusza
widmo kontusza22.
Krzyknął: drużyno!
«Stań tu waszmość za koleją!»23 —
Księżyca strugi
w gęby się leją,