parapecie, o którym pomyśleliśmy,
że jest kamerą i śledzi nas mozolnie
i przaśnie, wysyłając do gołębiego
nieba co pikantniejsze kawałki.
A ptasi widzowie pomstują
na nasze zezwierzęcenie
i to, że w ich oczach jesteśmy martwi,
przywiązani do siebie i nadzy;
później deszcz go spłoszył
i wybuch wulkanu w telewizorze.