że kiedy cię widzę, prawie natychmiast

widzę twoje gniazdo. Niebezpiecznie

widoczne. Kupkę gałęzi zrzucanych

z góry, na wylepioną błotem ziemiankę,

gdzie siedzisz, błyskając oczami. I ja

też siedzę, jak mnich w medytacji,

chcąc zrobić ci zdjęcie. Ale powstrzymuje

mnie ta rzeka obok, śmierdząca

i cicha. Jakie to ma znaczenie — ten ruch

pośród gałęzi, ten pozamiejski życiorys,