nie uniknąłem zrywanych zasłon, wrzasku,

racy na niebie, krwi w przedsionku serca,

no i tego dziecka znalezionego zaraz potem.

Co za historia z tym dzieckiem, wyplatanym

z żył i ścięgien, z bolesnego kiczu, jak fotel

z wikliny, żeby tylko usiąść, pobujać się i spaść.

Spieszę się kochać, bo śmierć mnie dopadnie

nagiego, w pościeli, sepleniącego do poduszki,

że mogłem zadzwonić, zadzwonić, lecz

nie miałem siły i teraz natura wlewa się tu zewsząd.