brzaskiem a dniem, wpadając ci w oko

w światłach dyskoteki, gdy pytasz mnie,

jak się czuję w tej koszulce oblepionej

wodorostami i czy mogę ją zdjąć.

Chcesz rzucić okiem na tors, na nogi, na uda,

na jądra kołyszące się jak dzwony,

na to skwaszone podniebienie.

Chcesz mi usta językiem, taką wielką mową,

większą niż mowa najświętszego ze świętych,

otworzyć, żebym mógł mówić,