żebym mówił wiele, żeby z tego

mówienia zrodziło się istnienie.

Lecz nic nie zdjąłem, nie pokazałem,

nie ruszyłem się z miejsca.

Patrzyłem jak asfalt paruje.

Jak się woda-ptak zrywa ku niebu.

Z miną obojętnego onanisty

położyłem się na placu, gdzie

przed chwilą kołowały najnowsze

wielkie samochody.