książeczkę świadków Jehowy,

która otwarta grzbietem do góry

karmi się śniegiem z pobocza.

Jest jak w kasynie, do końca nie wiadomo,

która litera puści farbę.

Tuż za nią torba fistaszków

szamocze się w krzaku, ekscentryczna

jak kanarek, z otwartej paszczy

wysypuje łupiny i to jest rodzaj

śpiewu, chrzęst i chrobot ledwie