wyczuwalny w melodyjnych poświstach.

Nic mnie nie łączy z cyrkiem chwastów

do połowy przysypanych śniegiem,

poruszam się w drugą stronę i mijam

ich bezruch. W taką pogodę trzeba

krążyć i własne ślady opatrywać

milczeniem. Miła jest ta logika kroku,

te repetycje dodające otuchy,

chrzęst i znak na śniegu.

Malta