i to, że w ich oczach jesteśmy martwi,

przywiązani do siebie i nadzy;

później deszcz go spłoszył

i wybuch wulkanu w telewizorze.

Byłoby dobrze gdyby został,

ślad byłby wyraźny, a tak z pamięci

wyłaniała się strużka potu,

kamień, co przeleciał przez rynnę

z wielkim rumorem, i pranie łopoczące

jak flagi przy państwowym święcie.