z żył i ścięgien, z bolesnego kiczu, jak fotel

z wikliny, żeby tylko usiąść, pobujać się i spaść.

Spieszę się kochać, bo śmierć mnie dopadnie

nagiego, w pościeli, sepleniącego do poduszki,

że mogłem zadzwonić, zadzwonić, lecz

nie miałem siły i teraz natura wlewa się tu zewsząd.

Ptaki wieszczą śmierć, a mechanizm utyka,

muzyka dociera, lecz matowo i głucho.

3

Pisze się głębokie, czarne litery, i krzywi,