Trzecim sposobem werbowania szpiegów było zbliżanie się do ludzi, uprawiających przemyt lub mających na sumieniu jakieś zbrodnie; po zapewnieniu im bezkarności wciągano ich do służby wywiadowczej. Do tej ostatniej kategorii należą najsłynniejsi szpiedzy w historii. Fryderyk Wielki101 specjalną sztafetą sprowadził z więzienia w Szczecinie102 znanego złodzieja, Christiana Andreasa Käsebiera103, by ten przed bitwą pod Kolinem104 wybadał, jakie stosunki panowały w oblężonej Pradze. Także król szpiegów, Karl Ludwig Schulmeister105 (vulgo106 „Charles” lub „Meinau”), pracujący dla Napoleona, wstąpił w roku 1805 do tajnej francuskiej żandarmerii wojskowej, gdy została ujawniona jego działalność przemytnicza w Strasbourgu107. W pewnym sensie również Redla należy uznać za ofiarę własnego trybu życia. Można jednak przypuścić, że upadł moralnie już w czasie pełnienia służby w biurze wywiadowczym. Czy może istnieć podlejsza praca niż werbowanie szpiegów i zdradzanie ich, wydawanie tym ludziom rozkazów, by następnie sprzedać ich za karę? Ponieważ wbrew twierdzeniu Lassalle’a108 praca silniej oddziałuje na robotnika niż robotnik na pracę, Redlowi musiała przyjść do głowy myśl, że on potrafiłby działać znacznie sprawniej niż ci biedacy, których z taką łatwością demaskował, a którzy mimo to zarabiali więcej od niego. Jednak — niezależnie od wielkiej ambicji — nigdy nie dałby się nakłonić do pełnienia takiej roli, gdyby nie stał się ofiarą szantażu. Jako kierownik biura wywiadowczego był naturalnie szpiegowany przez agentów obcych mocarstw, ponieważ chcieli oni zorientować się, z kim mają do czynienia. Ci tajni obserwatorzy szybko dowiedzieli się tego, o czym nie wiedzieli ani przełożeni, ani podwładni pułkownika — a mianowicie, że Redl utrzymywał stosunki seksualne z mężczyznami. Pewne tropy wskazują, że to właśnie ów rosyjski attaché wojskowy, którego cesarz na balu dworskim tak straszliwie spostponował na oczach wszystkich, zmusił Redla do szpiegostwa; naturalnie stało się to znacznie wcześniej. Kiedy Rosjanin dowiedział się o homoseksualizmie swojego wroga, Redl był zgubiony, gdyż w razie ujawnienia tajemnicy straciłby natychmiast swoją rangę. Wybierając zdradę i szpiegowanie dla Rosji, mógł uchronić swój sekret i wspinać się nadal po stopniach wojskowej kariery w cesarskiej armii — aż do szczebla szefa sztabu generalnego, a nawet wyżej.

Rozkaz komendy placu w Wiedniu, tyczący się pogrzebu Alfreda Redla, byłego pułkownika sztabu, został już wydany. W koszarach orkiestra wojskowa próbowała marsze żałobne, bataliony ćwiczyły salwę honorową, oddziały i zakłady zamówiły wieńce żałobne, gdy w środę rano komendant placu wydał okólnik: „Pogrzeb Alfreda Redla, byłego pułkownika sztabu, odbędzie się w zupełnej ciszy. Tym samym wczorajsze zarządzenia komendy placu tracą swą ważność. Pułkownik Bürkl”.

Pisma, książki i płyty fotograficzne, mogące mieć jakiś związek ze zdradą Redla, zostały zapakowane do dużego kufra i przewiezione przez szefa biura ewidencyjnego do Wiednia. Dalsze śledztwo w Pradze przekazano audytorom: dr. Leopoldowi von Mayersbachowi i Vladimirowi Dokoupilowi, komisarzem sądowym mianowany został przez sąd notariusz dr Uhlir, który kazał spisać inwentarz. Znaleziono gotówkę w kwocie 15 184 koron i 47 halerzy109, papiery wartościowe w kwocie 5 966 kor. i 38 hal., książeczki wkładkowe w kwocie 2 685 kor. i 90 hal., biżuterię wartości 2 618 koron, oprócz tego olbrzymią ilość haftowanej bielizny (w tym 195 koszul), garderobę zawierającą 10 płaszczy wojskowych, podszytych jedwabiem i futrem, następnie płaszcze gumowe i do jazdy konnej, płaszcze cywilne i palta, 25 par spodni Pejachevicha, 400 par rękawiczek białych, 8 szabli oficerskich, 10 par lakierów itp. Z broni palnej zapisano jedynie browning, z którego się Redl zastrzelił i który został uznany za jego własność. Biblioteka liczyła 125 książek treści wojskowej. Siodlarnia, w której znajdowała się wielka liczba rozmaitych siodeł, rzemieni i naramienników, srebrne ostrogi itp., jak również laboratorium fotograficzne, zawierające aparaty Zeissa110, obiektywy Tessara111, kasetki filmowe, przyrządy do kopiowania, reflektory, elektryczne lampy do wywoływania zdjęć, były najbogatsze z całego dobytku. Mieszkanie zostało wprawdzie urządzone przez specjalistów, ale było ono zupełnie niegustowne. Tak samo nieestetyczne były rozmaite ozdoby, jak np. alabastrowa figura, przedstawiająca kobietę w płaszczu gronostajowym — gdy się nacisnęło ukryty guzik, spadał płaszcz i kobieta ukazywała się naga. Urządzenie mieszkania zostało oszacowane przez sąd na 33 167 kor. i 75 hal., do tego należy dodać rasowego siwosza112, 2 na wpół rasowe konie wyścigowe, 2 auta (o których mówiono żartem, iż mogą same jechać do Warszawy) i nadto posiadłość ziemską w Neustift-Innermanzing — jako dalsze aktywa.

Jako pasywa figurowały żądanie firmy krawieckiej Szallay w Wiedniu na 9 038 koron, pretensje funduszu konnego sztabu generalnego na 3 200 koron i należność za książki niezapłacone w księgarni wydawniczej L. W. Seidel113 w Wiedniu. Brat Redla114 rościł sobie pretensje za pożyczkę 4 400 koron z procentami, firmy z meblami, galanteryjne, konfekcyjne, automobilowe, fotograficzne i spedycyjne, dentysta, hotel Klomsera (ten zresztą miał małe żądanie w kwocie 450 koron) i służący również zgłosili swe wierzytelności, tak iż pasywa wynosiły około 45 000 koron i przewyższały znacznie aktywa. 30 listopada 1913 sąd okręgowy ogłosił konkurs na cały pozostały majątek Redla. Ponieważ jego następca, pułkownik Lugwig Sündermann115, musiał zająć mieszkanie służbowe, przeprowadzono licytację w osobno wynajętym lokalu na Kleinseitner Chotekgasse116, a wynik tejże pozostał daleko w tyle za przypuszczeniami. Odpowiednio do tego wierzyciele otrzymali łącznie 14 938 kor. i 30 hal., to jest 17 procent.

Pewien uczeń szkoły realnej w Pradze, który na licytacji zakupił paczkę filmów, spostrzegł, iż jeden z nich był prześwietlony. Wywołał ten film w obecności profesora w gabinecie fizycznym szkoły i okazało się, że była to fotografia tajnego rozkazu dopełniającego do książki służbowej J 15 (regulamin wojenny). Film oddano dowództwu korpusu, które przesłało go do biura ewidencyjnego sztabu generalnego w Wiedniu.

Listy niemające nic wspólnego ze zdradą przechowuje jeszcze dzisiaj zarządca masy konkursowej. Są to listy miłosne mężczyzn, których brak inteligencji jest uderzający. „Przyjaciółmi” Redla byli młodzi oficerowie i żołnierze. „Z radością piszę...” — zaczynają się najczęściej te listy, a kończą się zwykle prośbą o pieniądze. Jeden schowek biurka zawierał zbiór około 300 wizytówek, przeważnie z nazwiskami arystokratycznymi. Redl był bardzo dumny ze swoich stosunków z czeską arystokracją, a uzyskanie szlachectwa było jego celem. Póki co musiał się jednak zadowolić koroną pięciopałkową.

Dwa lub trzy listy były od pewnej pani z półświatka w Pradze, Ludmiły H., uchodzącej za kochankę Redla. Ale była ona jedynie fausse maîtresse117, by wyeliminować wszelkie podejrzenia o homoseksualizm. Również od niej pochodzą listy, w których żąda pieniędzy i oświadcza bez osłonek, że wzgląd na Redla — „żądanie podtrzymania pozorów” — uniemożliwia jej jakikolwiek zarobek. Nie było żadnych dowodów, by Redl zajmował się sprawami intelektualnymi. Niedawno zakupiona biblioteka treści wojskowej nie została jeszcze zapłacona, tomy nie były nawet rozcięte. Innych książek pułkownik nie miał, a w teatrze widywano go jedynie na operetkach. Jego przyjaźń z dr. Pollakiem, starszym prokuratorem austriackim, opierała się widocznie na wspólnej działalności na polu kryminalnym.

Redl był wysoki i dobrze zbudowany, wąsy zakręcone, blond włosy starannie zaczesane, a ich połysk stale podniesiony przez używanie maści. Uchodził za najpilniejszego oficera sztabu i najszybciej załatwiającego akta (w Niemczech w czasie przedwojennym taką samą opinię miał Ludendorff118), a pilność ta była tym bardziej zadziwiająca, jeśli się zważy jego działalność szpiegowską, intrygi dla zatuszowania tejże i jego homoseksualizmu oraz afery z tajnymi przyjaciółmi i oficjalną kochanką.

Nie ma najmniejszej wątpliwości, iż syn profosa119 Alfred Redl (jego ojciec120 był zarządcą więzienia wojskowego we Lwowie) byłby doszedł do najwyższych godności, gdyby jego podła praca utrzymała się w tajemnicy jeszcze jeden rok i gdyby był dożył wielkiej wojny.

Podczas gdy cesarz Franciszek Józef uważał całą tę aferę za nieszczęście, które spotkało monarchię i któremu nie można przeciwdziałać, następca tronu Franciszek Ferdynand stał na innym stanowisku. Uważał on sprawę za typową dla armii i starał się wszystkimi sposobami dowieść winy innych. Rozpoczął serię prześladowań, które przerwała dopiero jego śmierć. Z trzech listów, które trafiły w moje ręce, jeden tyczy się samobójstwa Redla. W liście tym jest napisane: