— Dokąd pan zawiózł klienta z poczty?
— Do kawiarni Kaiserhof28.
— Proszę nas tam podrzucić.
Podczas krótkiej przejażdżki detektywi przeszukują wnętrze auta i znajdują futerał scyzoryka, wykonany z jasnopopielatego materiału. W kawiarni Kaiserhof, do której wchodzą razem z szoferem, nie znajdują poszukiwanego. Pędzą na najbliższy postój taksówek. Tak, jeden pan, który tak wygląda, właśnie odjechał. Dokąd? Jesteśmy w Wiedniu i tylko jedna osoba może znać odpowiedź na to pytanie — woziwoda. W rzeczywistości nie jest to woziwoda (na postoju nie ma koni dorożkarskich, które trzeba napoić), tylko raczej chłopak myjący auta i otwierający drzwiczki klientom. Tak, słyszał oczywiście, dokąd szanowny pan pojechał: do hotelu Klomsera29.
Do hotelu Klomsera! W holu wypytują portiera; właśnie przyjechało dwóch panów, to kupcy z Bułgarii, a przedtem jeszcze jeden pan.
— Samochodem?
— Tego nie wiem. Przed kwadransem przybył pułkownik Redl. Widziałem, że przyszedł w cywilnym ubraniu, ale nie wiem, czym przyjechał.
Pułkownik Redl? Nazwisko to napawa agentów przerażaniem. Znają dobrze Redla. Nie dawał im ani chwili wytchnienia, nie uznawał nocnego odpoczynku, jeśli byli na tropie szpiegów. A jak okrutnie niszczył swoich wrogów, gdy na rozprawie sądowej — jako biegły ekspert z racji pełnienia roli szefa austro-węgierskiego biura wywiadowczego — przedstawiał winę oskarżonych w najgorszym świetle. Byłoby naprawdę niezmiernie dziwne, gdyby odbiorca przesyłek pieniężnych okazał się rzeczywiście szpiegiem i przypadkowo mieszkał w tym samym budynku, może wręcz obok szefa kontrwywiadu, w jaskini lwa!
Ale na takie rozmyślania nie ma czasu. Radca Gayer z policji na pewno został powiadomiony przez pracowników poczty, że pieniądze zostały podjęte. Trzeba mu zameldować, jak wyglądał pościg. A także zapytać, czy radca zgadza się, by pułkownik Redl przeprowadził śledztwo, skoro przypadkowo mieszka w tym samym hotelu. W każdym razie budynku należy pilnować. Podczas gdy jeden z agentów idzie zatelefonować, drugi rozmawia z hotelowym portierem. Podaje mu futerał scyzoryka, prosząc, by dowiedział się od gości, czy nie jest to własność któregoś z nich.
Z pierwszego piętra schodzi właśnie mężczyzna w mundurze i kładzie na kontuarze klucz od pokoju nr 1.