I tym razem pan Pendleton przerwał dziewczynce głośnym śmiechem.

— Ach, Pollyanno, Pollyanno — zawołał. — Boję się, że wypływasz na zbyt głębokie wody. Gotowaś stać się typową „towarzyszką”, nim jeszcze zdasz sobie dokładnie z tego sprawę.

— Czym? — zapytała dziewczynka, nic nie rozumiejąc. — Zdaje się, że nie wiem, co znaczy „towarzyszka”. Wiem za to, co znaczy być towarzyskim i ogromnie lubię towarzyskich ludzi. Jeżeli to pan miał na myśli, to nie mam absolutnie nic przeciwko temu, żeby zostać towarzyszką.

— Wcale nie wątpię, Pollyanno — uśmiechnął się pan Pendleton. — Ale jeżeli idzie o rozwiązanie niezwykle trudnego zagadnienia bogactwa, to będziesz miała z tym dużo przykrości.

Pollyanna głęboko westchnęła.

— Wiem — skinęła głową. — To samo mi mówiła pani Carew. Zawsze twierdziła, że nic nie rozumiem, wspominała o jakiejś tam pauperyzacji i... Tak, zdaje się, że to brzmiało w ten sposób. — Spojrzała poważnie na pana Pendletona, który znów zaśmiał się wesoło. — Ale ja mimo wszystko nie rozumiem, dlaczego jedni ludzie mają mieć tak dużo, wówczas gdy inni nic nie mają, wcale mi się to nie podoba. Jak ja kiedyś będę miała majątek, to na pewno podzielę się z biednymi, chociaż bym nawet miała... — Pan Pendleton śmiał się teraz tak głośno, że Pollyanna po chwili zaraziła się tą jego wesołością.

— Ale mimo wszystko — wyszeptała, poważniejąc nagle — ja i tak właściwie nic nie rozumiem.

— Słusznie, kochanie, lękam się, że naprawdę nie rozumiesz — przyznał pan Pendleton, stając się równie poważny i zamyślony — i my wszyscy też mało rozumiemy na ten temat. Ale wytłumacz mi — dodał po chwili — kim jest ten Jamie, o którym tyle mówisz od swego przyjazdu?

Pollyanna zaczęła opowiadać. Mówiąc o Jamiem, nie miała już zatroskanej minki i tego wyrazu powagi w oczach. Ogromnie lubiła opowiadać o swym przyjacielu, bo to był temat, który rozumiała doskonale. Mówiąc o Jamiem, nie trzeba było dobierać górnolotnych, niezrozumiałych słów, zresztą w tym wypadku pan Pendleton nie zdziwił się wcale, że pani Carew wzięła chłopca do swego domu, bo któż lepiej od pana Pendletona rozumiał potrzebę „obecności dziecka”?

Odtąd już Pollyanna wszystkim opowiadała o Jamiem, wychodziła bowiem z tego założenia, że każdy powinien być tym chłopcem tak samo zainteresowany, jak ona. W większości wypadków nie doznała w tym względzie rozczarowania, lecz pewnego dnia spotkała ją prawdziwa niespodzianka. Było to podczas rozmowy z Jimmym Pendletonem.