— Nie wyrządza krzywdy! Tomaszu Chilton, nie zdajesz sobie sprawy, że to dziecko jest starsze z dnia na dzień. Czy chcesz ją zupełnie zepsuć? Do tej pory jest zupełnie nieświadoma swojej niezwykłej mocy i w tym właśnie tkwi tajemnica jej wielkiego czaru. W chwili, gdy świadomie będzie chciała ludziom pomagać, stanie się zupełnie niemożliwa i zdemoralizowana. Broń Boże, żeby jej kiedykolwiek miało przyjść do głowy, że jest balsamem dla biednych, chorych i cierpiących ludzi.
— Głupstwo! Ja bym się o to nie martwił — zaśmiał się doktor.
— Ale ja się martwię, Tomaszu.
— Pomyśl tylko, Polly, ile już ona zdziałała — argumentował doktor. — Pomyśl o pani Snow, Johnie Pendletonie i o tych wszystkich innych, którzy są nie tacy, jak dawniej i w których zaszła jeszcze większa zmiana, niż w pani Carew. I to wszystko zdziałała Pollyanna, niech jej Bóg błogosławi!
— Wiem, że to wszystko ona — skinęła poważnie głową pani Polly Chilton. — Ale nie chcę, żeby zdawała sobie z tego sprawę! Wystarczy, że wie o tym, że nauczyła tych wszystkich ludzi swojej „gry w zadowolenie” i że odtąd czują się oni szczęśliwsi. Istnieje gra, ta jej gra, w którą zabawiają się wszyscy. Mówiąc między nami, Pollyanna i nam samym przyniosła wiele dobra, lecz nie wolno dopuścić do tego, żeby to sobie uświadomiła. Chodzi mi tylko o to. A teraz muszę ci zakomunikować, że postanowiłam tej jesieni pojechać z tobą do Niemiec. Z początku myślałam, że nie pojadę, nie chciałam zostawiać Pollyanny samej, a i teraz nie mam zamiaru jej zostawiać. Zdecydowałam, że pojedzie z nami.
— Pojedzie z nami? Doskonale! Czemużby nie?
— Właśnie tak pomyślałam. Uważam, że tak będzie dobrze. Poza tym miałabym wielką ochotę pozostać tam przez kilka lat, o czym sam marzyłeś. Chciałabym, aby Pollyanna była przez jakiś czas z daleka od Beldingsville. Pragnę, aby na zawsze pozostała tak naiwna i niezepsuta. Będę się starać nie dopuszczać do jej główki głupich myśli. Czyż obydwoje nie pragniemy, Tomaszu, aby to dziecko pozostało nadal czystą i niewinną istotką?
— Masz słuszność, oczywiście — zaśmiał się doktor. — Ale wątpię, czy będąc tutaj, musiałaby się zepsuć. Ten pomysł z pozostaniem na dłuższy czas za granicą bardzo mi odpowiada. Wiesz, że nie wybrałbym się nigdy na dłużej, gdyby Pollyanna miała pozostać sama, ale wobec takiego stanu rzeczy, im prędzej wyjedziemy, tym lepiej. Chętnie tam zostanę zarówno dla studiów, jak i dla praktyki.
— A zatem sprawa załatwiona — szepnęła ciotka Polly, wzdychając z zadowoleniem.