— Nic, naprawdę nic ważnego.
— Czekam, mów — rozkazała Pollyanna. Głos jej był zimny i oficjalny, chociaż w oczach drgały figlarne iskierki.
Młodzieniec zawahał się, spojrzawszy jednak na jej uśmiechniętą twarzyczkę, skapitulował23.
— Ach, dobrze, niech będzie tak, jak sobie życzysz — wzruszył ramionami. — Idzie tylko o to, że martwiłem się trochę o tę grę, bo lękałem się, że będziesz mówiła tak, jak zwykłaś mówić dawniej... — przerwał mu jej głośny wybuch śmiechu.
— A widzisz, ci co powiedziałam? Okazuje się, że nawet ty się martwiłeś, że mając lat dwadzieścia będę taka sama, jak wówczas gdy miałam lat dziesięć!
— Nie, nie o to mi chodziło, Pollyanno, naprawdę, myślałem tylko, oczywiście wiedziałem...
Pollyanna jednak zatkała palcami uszy i wybuchnęła jeszcze głośniejszym i weselszym śmiechem.
Rozdział XIX. Dwa listy
Była druga połowa czerwca, gdy Pollyanna otrzymała list od Delli Wetherby.
„Piszę, aby cię prosić o przysługę — zawiadamiała ją panna Wetherby. — Mam nadzieję, że będziesz mi mogła polecić jakiś spokojny prywatny dom w Beldingsville, który by przyjął do siebie na lato moją siostrę. Właściwie będzie ich troje: moja siostra, jej sekretarka i przybrany syn, Jamie. Pamiętasz Jamiego, nieprawdaż? Za żadne skarby nie chcą jechać do zwykłego hotelu czy pensjonatu. Siostra moja jest bardzo zmęczona i doktor zalecił jej wyjazd na wieś dla zupełnego wypoczynku i zmiany wrażeń. Zaproponował Vermont albo New Hampshire. Od razu pomyśleliśmy o Beldingsville i o tobie. Jeżeli to możliwe, chcielibyśmy wyjechać już w pierwszych dniach lipca. Może zechcesz nas zawiadomić, jeśli tylko znajdziesz coś odpowiedniego. List wyślij na mój adres, gdyż moja siostra przebywa u nas w lecznicy na kilkutygodniowej kuracji.