Oczekuję pomyślnej odpowiedzi,
zawsze życzliwa
Della Wetherby”.
Przez pierwszych kilka minut po otrzymaniu listu Pollyanna siedziała ze zmarszczonymi brwiami, szukając w pamięci jakiegoś domu w Beldingsville, który mógłby zastąpić przyzwoity pensjonat jej dawnym przyjaciołom. Potem nagle olśniła ją jakaś myśl i z krzykiem radości pobiegła do ciotki, siedzącej w jadalni.
— Ciociu, ciociu! — wołała. — Wpadłam na najcudowniejszy pomysł. Mówiłam ci, że zdarzy się coś takiego, dzięki czemu będę mogła rozwinąć swój ukryty talent. I zdarzyło się! Miałam słuszność. Otrzymałam list od panny Wetherby, siostry pani Carew, wiesz tej, u której byłam wtedy zimą w Bostonie. Otóż oni pragną przyjechać na wieś na resztę lata i panna Wetherby prosi, żebym się dowiedziała o lokum dla nich. Nie chcą mieszkać ani w hotelu, ani w żadnym pensjonacie, tylko w przyzwoitym domu prywatnym. W pierwszej chwili nie wiedziałam, co mam zrobić, ale teraz już wiem. Już wiem, ciocia Polly! Zgadnij, co zamierzam!
— Boże święty, dziecko — jęknęła pani Chilton — jakaś ty nieopanowana! Nigdy chyba nie staniesz się dojrzałą kobietą. O czym ty właściwie mówisz?
— O mieszkaniu dla pani Carew i Jamiego. Już je właśnie znalazłam — szczebiotała Pollyanna.
— Nprawdę? Więc cóż z tego? Co to mnie może obchodzić, moje dziecko? — mruknęła niechętnie opiekunka.
— Bo to mieszkanie jest właśnie tutaj. Mam zamiar wziąć ich do siebie, ciociu.
— Pollyanno! — Pani Chilton podskoczyła na krześle ze zgorszenia24.