— Tylko proszę cię, ciociu, nie mów „nie”, bardzo cię proszę — szeptała gorączkowo Pollyanna. — Czyż nie pojmujesz? To jest jedyna okazja. Okazja, na którą tak długo czekałam, a teraz sama mi wpadła w ręce. Urządzimy to cudownie. Mamy mnóstwo miejsca w domu, a wiesz, że gotować i prowadzić dom potrafię. Będziemy miały za to pieniądze, bo oni przecież zapłacą, a jestem pewna, że przyjadą z największą ochotą. Będzie ich troje, bo jest z nimi sekretarka.
— Ależ Pollyanno, ja nie mogę! Zamienić ten dom na pensjonat? Dwór Harringtonów ma być zwykłym pensjonatem dla letników? Nie, Pollyanno, to niemożliwe!
— Ależ to nie będzie taki zwykły pensjonat, droga ciociu. Tylko taki czasowy. Zresztą oni są naszymi przyjaciółmi. Niech nam się zdaje, że przyjechali do nas w gościnę. Tylko że to będą płatni goście, więc jednocześnie zarobimy pieniądze, które nam są tak bardzo potrzebne — Pollyanna podkreśliła wymownie ostatnie słowo.
Skurcz zranionej dumy przemknął po twarzy pani Chilton. Z głębokim westchnieniem opadła z powrotem na fotel.
— Ale jak ty to zrobisz? — zapytała wreszcie słabym głosem. — Przecież sama nie możesz wykonywać takiej pracy, dziecko?
— Ach, nie, oczywiście, że nie — uśmiechnęła się Pollyanna. Stała znowu na mocnym gruncie i była pewna wygranej. — Ale mogę gotować i doglądać wszystkiego, a którąś z młodszych sióstr Nancy mogłabym wziąć do pomocy. Stara pani Durgin będzie tak samo prała, jak dotychczas.
— Ale, Pollyanno, ja jestem słaba, wiesz o tym. Niewiele ci pomogę.
— Naturalnie, że nie. Nie ma powodu, żebyś ty, ciociu, pracowała — oburzyła się Pollyanna. — Ach, czy to nie będzie wspaniałe? Zbyt dobre, aby mogło być prawdziwe, pieniądze po prostu same wpadają mi w ręce!
— Wpadają ci w ręce, rzeczywiście! Musisz się jeszcze wielu rzeczy nauczyć w życiu, Pollyanno, a najważniejszą z nich jest ta, że letnicy nie rzucają w niczyje ręce pieniędzy, nie otrzymując uprzednio nic w zamian. Będziesz musiała przygotowywać, dźwigać, piec i smażyć do upadłego i będziesz po prostu omdlewała, aby tylko gości odpowiednio obsłużyć, aby im dostarczyć świeżych jajek i mleka i wtedy dopiero uwierzysz w to, co ci teraz mówię.
— Dobrze, będę pamiętała — zaśmiała się dziewczyna. — Ale teraz nie mam powodu, żeby się martwić. Muszę natychmiast odpisać pannie Wetherby, żeby dać list Jimmy’emu Beanowi, gdy przyjdzie po południu.