— Wiem, że tego nie chciałaś — wyszeptała, zbliżając się do Pollyanny — ale czyż nie widzisz, że go to boli? Czyż nie rozumiesz, że przykro mu, gdy uświadamia sobie, że nie może nam być pomocny? Spójrz tylko, jaki teraz jest szczęśliwy i uśmiechnięty.

Pollyanna teraz zrozumiała. Widziała Jamiego, przejętego swoją misją, z trudem posuwającego się na kulach i dźwigającego z bohaterstwem ciężar, którym był obarczony. Widziała radosny błysk w jego oczach i słyszała, jak wesoło zwracał się do reszty towarzystwa:

— Przysyła mnie tutaj panna Dean. Prosiła, żebym to przyniósł do namiotu.

— Tak, teraz rozumiem — westchnęła Pollyanna, zwracając się do Sadie Dean, ale Sadie już dawno od niej odeszła.

Niejednokrotnie później obserwowała Pollyanna Jamiego, lecz zawsze czyniła to tak ostrożnie, aby nikt jej spojrzeń nie zauważył. Obserwacje takie sprawiały jej dotkliwy ból. Kilkakrotnie dostrzegła, że podejmował się czegoś, co przekraczało jego siły. Raz chciał podnieść skrzynkę, której w żaden sposób nie mógł udźwignąć, raz znów chciał przesunąć polowy stół, co mu się nie udawało ze względu na kule. I za każdym razem, nie mogąc pokonać nadmiernej przeszkody, zerkał ukradkiem, czy ktoś aby nieudolności jego nie widzi. Zauważyła również, że coraz bardziej jest zmęczony, że twarz jego, mimo wesołego uśmiechu, była blada, znużona i szara.

— Powinniśmy byli to przewidzieć — strofowała samą siebie Pollyanna, czując w oczach piekące łzy. — Powinniśmy byli przewidzieć to i nie urządzać w ogóle tej wycieczki. Obóz, oczywiście, ale nie kiedy się chodzi o kulach! Że też nie pomyśleliśmy o tym przed wyruszeniem tutaj!

W godzinę później przy ognisku, po kolacji, Pollyanna zdołała wreszcie rozwiązać ten dręczący ją problem. Oto tonąc w blasku wesołych płomieni, wpatrzona w daleką ciemną przestrzeń lasu, porwana została znowu urokiem cudownych opowiadań Jamiem. I właśnie w owej chwili zapomniała zupełnie, że Jamie chodzi o kulach.

Rozdział XXII. Towarzysze

Cała ich szóstka tworzyła wesołe i zgrane kółko. Zdawało się nie być końca coraz to nowym, wesołym przygodom, nie przestawali się radować tym prymitywnym trybem życia, jaki obecnie prowadzili.

Słusznie powiedział Jamie pewnego wieczora, gdy siedzieli wszyscy dokoła ogniska: