Pani Carew zachmurzyła się i cofnęła z odrobiną chłodu. Błysk radości i serdeczności zniknął z jej twarzy, ustępując miejsca obojętnemu zniechęceniu, które zasadniczo było stałym gościem w tym domu.

— Ach, oczywiście! Powinnam się była domyśleć — mruknęła. — Ty nigdy tutaj dłużej nie możesz pozostać.

— Tutaj? — Della Wetherby zaśmiała się wesoło, rozkładając w komicznym ruchu ręce. Po chwili nagle głos jej i zachowanie uległy zmianie. Spojrzała na siostrę pełnymi smutku i serdeczności oczami. — Rutko droga, nie mogłabym mieszkać w tym domu. Wiesz, że to byłoby ponad moje siły — dodała łagodnie.

Pani Carew obruszyła się zirytowana.

— Właściwie nie wiem dlaczego — wyszeptała. Della Wetherby potrząsnęła głową.

— Owszem, wiesz, kochanie. Wiesz doskonale, że nie żywię sympatii dla tego wszystkiego: dla tej ponurej atmosfery, dla braku celu, dla ustawicznego nurzania się w niezadowoleniu i goryczy.

— Cóż zrobić, kiedy dusza moja jest przepełniona goryczą.

— Ale tak być nie powinno.

— Dlaczego nie? Jak mam temu zaradzić?

Della Wetherby uczyniła ruch zniecierpliwienia.