— Posłuchaj, Rutko — odezwała się. — Masz zaledwie trzydzieści trzy lata. Jesteś zdrowa, a właściwie byłabyś, gdybyś inaczej w stosunku do siebie samej postępowała: możesz rozporządzać swobodnie czasem i pieniędzmi. Z pewnością każdy, kto by znał twoje warunki, musiałby orzec, że mogłabyś znaleźć sobie coś podczas takiego pięknego ranka, zamiast siedzieć skrzywiona w tym ponurym domu i nakazywać służącej, żeby nikogo do ciebie nie wpuszczała.
— Ależ ja nie chcę nikogo widzieć.
— Będąc na twoim miejscu, zmusiłabym się do tego, aby właśnie chcieć kogoś zobaczyć.
Pani Carew westchnęła głęboko i odwróciła głowę.
— Ach, Dello, dlaczego ty tego nie możesz zrozumieć? Nie jestem podobna do ciebie. Nie mogę zapomnieć.
Skurcz bólu przemknął po twarzy młodszej kobiety.
— Masz na myśli Jamiego, przypuszczam. Ja także nie zapomniałam, kochanie. Naturalnie, nie mogłabym. Ale przygnębienie nie dopomoże nam do odnalezienia naszego chłopca.
— Tak mówisz, jakbym przez długie osiem lat nie czyniła wszelkich starań, aby go odnaleźć, jakbym nic nie robiła, tylko rozkoszowała się moim przygnębieniem — wybuchnęła pani Carew ze łzami w głosie.
— Oczywiście, żeś robiła wszystko, kochanie — uspokoiła ją pośpiesznie Della. — I powinnyśmy nadal obydwie szukać, dopóki go nie znajdziemy, chyba żebyśmy wpierw umrzeć miały. Ale tego rodzaju zachowanie, jak twoje, pomóc w tym wypadku nie może.
— Przecież ja niczego innego nie pragnę, tylko go odnaleźć — wyszeptała w rozpaczy Ruta Carew.