— Wobec tego musisz mnie poślubić — zawołał z triumfem Jimmy, przytulając ją jeszcze mocniej do siebie.

— Nie, nie, Jimmy, ty tego nie rozumiesz. Tu idzie o... ciotkę Polly — wyszeptała z trudem Pollyanna.

— O ciotkę Polly?

— Tak. Ona mi nie pozwala.

— No! — Jimmy podniósł głowę i wybuchnął śmiechem. — Już my sobie z ciotką Polly damy radę. Lęka się ciebie utracić, ale musimy jej przypomnieć o tym, że jednocześnie zdobędzie nowego siostrzeńca! — zakończył wesoło.

Pollyanna nie zdobyła się na uśmiech: odwróciła bezradnie dłonie.

— Nie, nie, Jimmy, ty nie rozumiesz! Ciotka... ciotka... ach, jak ja ci mam to powiedzieć? Ona się nie chce zgodzić na to, ażebyś ty został moim mężem.

Uścisk ramion Jimmy’ego stał się teraz słabszy. Oczy zasnuła mgła smutku.

— Ach, pod tym względem nie mogę mieć do niej żalu. Może ma słuszność — skinął ze zrozumieniem głową. — Ale ja się postaram — spojrzał znów na Pollyannę kochającym wzrokiem — postaram się jednak, żeby ciotka twoja nie miała żadnych powodów dosprzeciwu.

— I to będzie możliwe? Wiem, że ty wszystko potrafisz — wyszeptała dziewczyna, pełna nowej otuchy.