W pewnej chwili Jimmy posmutniał nagle.
— Wam tutaj dobrze — szepnął. — Jesteście tu wszyscy razem, ale skąd ja się tu wziąłem? Gdyby tu była z nami pewna młoda dama, to kto wie, czy i ja nie miałbym wam czegoś do powiedzenia.
— Jedną chwileczkę, Jimmy — wtrącił John Pendleton. — Zabawię się teraz w Alladyna. Szkoda tylko, że nie mam lampy. Czy mogę panią poprosić, żeby pani zechciała zadzwonić na Mary? — zwrócił się do pani Carew.
— Ach, tak, naturalnie — odparła gospodyni, patrząc nań ze zdziwieniem.
Po chwili w otwartych drzwiach stanęła Mary.
— Czy się nie mylę, że panna Pollyanna przybyła tutaj przed chwilą? — zapytał John Pendleton.
— Owszem, sir. Jest i czeka na dole w hallu.
— Proszę ją tutaj poprosić.
— Pollyanna tutaj! — zawołali wszyscy chórem, gdy Mary wyszła. Twarz Jimmy’ego bladła, to znów czerwieniała.
— Tak. Wczoraj przesłałem jej list przez moją gospodynię. Pozwoliłem sobie zaprosić ją tutaj, choć nie uprzedziłem pani o tym. Doszedłem do wniosku, że dziewczynie należy się trochę wypoczynku, a gospodyni moja dostała polecenie opiekowania się panią Chilton. Napisałem również do pani Chilton — dorzucił, zwracając się do Jimmy’ego i patrząc nań wymownie. — Przypuszczam, że po przeczytaniu mego listu zgodziła się na natychmiastowy wyjazd Pollyanny, zresztą, najlepszy dowód, że Pollyanna jest już tutaj.