Była istotnie i stała już w progu, zarumieniona, nieśmiała, spoglądając po obecnych pytającym wzrokiem.
— Pollyanno, najdroższa! — Jimmy wybiegł na jej spotkanie i po chwili wahania chwycił ją w objęcia.
— Ach, Jimmy, w obecności tylu ludzi! — uczyniła mu wyrzut zażenowana.
— Pocałowałbym cię nawet na samym środku ulicy Waszyngtona — zawołał młodzieniec. — Spójrz na tych „wszystkich ludzi”, a przekonasz się, że nie powinnaś się martwić.
Pollyanna spojrzała i przekonała się...
Po przeciwległej stronie, przy oknie, odwróceni do pokoju plecami stali Jamie i Sadie Dean. Przy drugim oknie, również odwróceni, szeptali ze sobą czule pan Carew i John Pendleton.
Pollyanna uśmiechnęła się tak uroczo, że Jimmy już bez wahania pocałował ją znowu.
— Ach, Jimmy, czyż to wszystko nie jest nadzwyczajne? — wyszeptała cichutko dziewczyna.
— I ciotka Polly już teraz wie o wszystkim i przestała się sprzeciwiać. Nawet czuje się dzisiaj lepiej. Jest taka uradowana, a ja jeszcze więcej. Wiesz, Jimmy, że zaczęła nawet grać w moją grę. Nie masz pojęcia, jak się z tego cieszę!
Jimmy odetchnął głęboko, a radość przepełniająca jego serce była tak wielka, że graniczyła prawie z bólem.