— To wcale nie jest duński! — zawołał. — Masz na myśli gwarę dago4.
Pollyanna nieznacznie zmarszczyła brwi.
— Możliwe, ale w każdym razie to nie był język angielski — odparła z powątpiewaniem — i nikt nie umiał odpowiedzieć na moje pytania. Może od ciebie się wreszcie czegoś dowiem. Czy wiesz, gdzie mieszka pani Carew?
— Nie! Możesz mnie zabić.
— Co takiego? — zdziwiła się Pollyanna, pogrążając się w coraz głębszym zwątpieniu.
Chłopiec uśmiechnął się znowu.
— Powiadam, że nie wiem. Nie mam przyjemności znać tej pani.
— A czy nie ma tu nikogo, kto by ją znał? — wyszeptała Pollyanna. — Bo widzisz, wyszłam właśnie na spacer i zmyliłam drogę. Już nieraz znajdowałam się tak daleko, ale tym razem w żaden sposób nie mogę trafić do domu, a już nadeszła pora kolacji, chciałam powiedzieć: obiadu i robi się coraz ciemniej. Chcę już wracać, muszę wracać.
— Hm, ja to rozumiem! — odparł współczująco chłopiec.
— A poza tym lękam się, że pani Carew też jest o mnie niespokojna — westchnęła Pollyanna.