— Nie zwracaj uwagi na Jerrego. To jest jego zwykły sposób bycia. Dałby sobie rękę uciąć dla mnie, ale lubi mi dokuczać. Gdzieś ty go widziała? Więc znał cię już dawniej? A mnie nawet nie powiedział twojego nazwiska.

— Jestem Pollyanna Whittier. Zabłądziłam kierdyś na ulicy, Jerry mnie spotkał i odprowadził do domu — wyjaśniła Pollyanna, ciągle jeszcze czując się nieswojo.

— Rozumiem. To do niego podobne — skinął głową chłopiec. — Czyż nie przywozi mnie tutaj codziennie?

Wyraz wzruszenia zamajaczył w oczach dziewczynki.

— Więc ty w ogóle nie możesz chodzić, sir James?

Chłopiec zaśmiał się wesoło.

— „Sir James” rzeczywiście! To jest jeszcze jedno wariactwo Jerrego. Nie jestem przecież żaden „sir”.

Pollyanna spojrzała z wyraźnym rozczarowaniem.

— Nie jesteś? I nie jesteś także lordem, jak on mówił?

— Naturalnie, że nie.