— Ach, nie, nie wiedziałem — odparł.

— I, wie pan, to wyszło tak nadzwyczajnie — śpieszyła dokończyć Pollyanna, ponieważ już się zbliżali do willi panny Harrington. — Pan Pendleton prosił, abym u niego zamieszkała, ale naturalnie nie chciałam opuścić cioci Polly, która przecież była tak dobra dla mnie! Wtedy zaczął mi mówić o tym, że pragnął posiadać rękę i serce kobiety, i zdawało mi się, że i teraz wciąż o tym myśli! Byłam uszczęśliwiona! Bo przecież jeśli się pogodzi z ciocią, to obie zamieszkamy u niego albo on u nas. Naturalnie ciocia Polly jeszcze o niczym nie wie, bośmy jeszcze niezupełnie wszystko przygotowali. Przypuszczam, że dlatego właśnie pan Pendleton chce mnie widzieć dziś po południu.

Doktor wyprostował się. Zagadkowy uśmiech błąkał się po jego twarzy.

— O, bardzo dobrze rozumiem, czemu pan Pendleton pragnie cię widzieć — powiedział, zatrzymując powóz przed bramą.

— A oto i ciocia w oknie — zawołała Pollyanna, lecz zaraz potem dodała:

— Ach nie, nie ma jej! A zdawało mi się, że ją widziałam.

— Nie, teraz już jej nie ma — odpowiedział doktor Chilton, lecz już się nie uśmiechnął.

*

Pan Pendleton oczekiwał Pollyannę bardzo podekscytowany.

— Pollyanno — powiedział, gdy tylko weszła — przez całą noc starałem się rozwiązać zagadkę, jaką mi zadałaś, mówiąc o chęci posiadania przeze mnie ręki i serca twej cioci Polly. Co chciałaś przez to powiedzieć?