— Kościotrup?

— Tak. Mówiła mi Nancy, że pan ma kościotrupa w szafie.

— No tak, ale...

I nie dokończywszy zdania, pan Pendleton roześmiał się serdecznie. Napięte nerwy Pollyanny nie wytrzymały jednak dłużej i dziewczynka rozpłakała się na dobre.

Zobaczywszy rzęsiste łzy małej przyjaciółki, pan Pendleton natychmiast przestał się śmiać i zamyślił się na chwilę.

— Pollyanno — rzekł następnie — masz rację! Może bardziej, niż sądzisz! Wiem, że „mały, żywy chłopiec” jest więcej wart niż mój kościotrup w szafie. Jednak nie zawsze chętnie robimy zamiany. Czasem „kościotrupy w szafie” są nam bardzo drogie, Pollyanno! Ale opowiedz mi cośkolwiek o tym chłopcu!

I Pollyanna opowiedziała mu wszystko, co wiedziała o Jimmym.

Wybuch śmiechu pana Pendletona nieco złagodził ciężki nastrój, a szczere opowiadanie o Jimmym poruszyło rozczulone już serce, tak że Pollyanna, wychodząc od pana Pendletona, dostała polecenie, aby w najbliższą sobotę po południu przyprowadzić do dużego domu Jimmy’ego.

— Ach, jak się cieszę — mówiła, żegnając się z panem Pendletonem — i jestem pewna, że pan go pokocha. Tak bym chciała, żeby Jimmy znalazł wreszcie przytułek i kogoś, kto by go szczerze kochał!

Rozdział XXI. Katastrofa