— A więc to pan Pendleton powiedział ci, że dla stworzenia ogniska domowego potrzebna jest kobieta lub dziecko? — zapytał.

— Owszem! Dlaczego pan tego nie stworzy?

— Czego?

— No, ogniska domowego! Ach, zapomniałam — dodała, rumieniąc się. — Wie pan, że ta osoba, którą pan Pendleton kochał przez tyle lat, to nie ciocia Polly, a więc nie zamieszkamy u niego. Omyliłam się wtedy, mówiąc o tym panu, ale spodziewam się, że pan tego nikomu nie powtórzył — powiedziała z obawą w głosie.

— Nie, dziecino, nie powtórzyłem nikomu.

— To dobrze — odetchnęła z ulgą — pan był jedyną osobą, której to powiedziałam, a pan Pendleton nie chciał, aby ktokolwiek o tym wiedział, tym bardziej, że to nie była prawda! A więc czemu pan nie poszuka ręki i serca kobiety? — dopytywała natarczywie Pollyanna.

— Bo to nie tak łatwo, jak się zdaje!

Pollyanna zmarszczyła czoło.

— Czy pan chce powiedzieć, że pan już się o to starał i że odmówiono panu, tak jak to było z panem Pendletonem? — zapytała.

Doktor podniósł się z krzesła.