*
Tego samego dnia po południu Nancy, zobaczywszy w ogrodzie starego Tomasza, co tchu pobiegła do niego, wołając:
— Tomaszu! Tomaszu! Zgadnijcie, co się stało! Chociażbyście sto lat zgadywali, nie zgadniecie!
— A więc nie warto nawet, żebym próbował — odparł flegmatycznie ogrodnik — tym bardziej, że mocno wątpię, żebym żył jeszcze sto lat! Lepiej będzie, jeśli po prostu powiesz mi, o co chodzi.
— A więc dobrze. Czy wiecie, kto jest w tej chwili w salonie u panny Polly?
Stary Tomasz poruszył przecząco głową.
— Nie wiem.
— Jest... pan Pendleton!
— Żartujesz, Nancy!
— Ależ nie, sama go wprowadziłam! Przyszedł o kulach, a powóz jego czeka na ulicy. I pomyśleć tylko: on u niej!