— A dlaczego nie? — zapytał stary ogrodnik.

— Jak to? Wiecie przecież, że pan Pendleton nie przychodził tu od wielu lat.

— A cóż panna Polly na tę wizytę powiedziała?

— Nic! Była tak spokojna, iż zdawało mi się, że mnie nie słyszała. Powtórzyłam więc jeszcze raz, a wtedy najspokojniej odpowiedziała: „proszę powiedzieć panu Pendletonowi, że zaraz przyjdę”. Powiedziałam mu to i natychmiast przybiegłam do was!

— No, no — zamruczał stary Tomasz, zabierając się do pracy.

*

Pan Pendleton czekał niedługo, gdyż wkrótce szybkie kroki upewniły go o zbliżaniu się panny Polly Harrington. Usiłował wstać, lecz powstrzymała go ruchem ręki, której mu jednak nie podała, a twarz jej zachowała wyraz sztywny i zimny.

Przez chwilę panowało milczenie.

— Przyszedłem dowiedzieć się o zdrowie Pollyanny — przemówił wreszcie pan Pendleton.

— Dziękuję, jest bez zmiany — odpowiedziała panna Polly.